Cytuj:
Ci bez pomysłów na siebie to domena dziennych.
W pełni się zgadzam.W tej chwili idzie się na studia z...przyzywczajenia.Studiowanie jest dla młodych czymś tak naturalnym i powszechnym jak mycie zębów przed pójściem spać.Studiuje się po wszyscy studiują.Studiują bo nie wiedzą co chcą dalej robić a skoro nie wiedzą co chcą dalej robić to studiują byle co.Jestem jedyną osobą z mojej 30-osobowej klasy która nie poszła na studia i nigdy nie zamierzała studiować.Wielu moich znajomych buja się na ochronie środowiska,socjologi i innych gównokierunkach.Często przerywają jeden kierunek,idą na nowy itp.Jeden po skończeniu biotechnologii w końcu się ogarnął i poszedł na informatykę żeby mieć jakis fach i coś zarobić.Ludzi którzy szli naprawdę studiować mogłem policzyć na palcach jednej ręki.Były to kierunki medyczne.
Cytuj:
Widzisz, nie moge sie z Toba zgodzic, studia sa potrzebne, jesli od zycia chcesz czegos wiecej niz praca na kasie w cukierni, lub w Tesco.
I to jest kolejny problem.Rodzice mowią dzieciom że muszą skończyć studia bo będą nikim.Dzieci nawet bez tych sugestii koniecznie chcą studiować.Uważają że bez studiów będziesz debilem i będziesz zarabiał 1500 zł.Kiedy mowiłem w Liceum że nie chcę studiować tylko iść do pracy albo otworzyć sobie np.kiosk albo jakiś mały sklepik wyśmiewano mnie i wyzywano od debili.Mowiono że do końca życia będę siedział w tym moim kiosku i zatrzymam się w rozwoju.Dziwne,że jakoś lekarzowi nie mówi się,że do końca życia będzie tylko leczył i siedział w szpitalu bo do niczego innego się nie nadaje...Generalnie robię w rodzinie za przygłupa,który nic nie osiągnął i jeździ autobusem za "śmieszne pieniądze".Na spotkaniach rodzinnych mam zakaz rozmawiania o moim zawodzie.Nie mogę wspomnieć,że mi się podoba albo jest ciekawy,nie mogę wyrazić opinii o autobusach jakimi jeżdżę bo kończy się to awanturą,wyzywaniem od przygłupów i zarzutami o pajacowanie i popisywanie się moją głupią i nisko płatną pracą.
Bo gdybym skończył studia byłbym kimś i poszerzył swoje horyzonty.I nie szkodzi że po jakimś tam gównokierunku robił bym na umowę o dzieło za 2 razy mniej niż mam teraz.Okazuje się że młodzi ludzie wolą pracować na rececjii za najniższą krajową niż być hydraulikiem za 2 razy tyle."Bo oni się rozwijają","Bo oni nie mają kulturalną pracę" "Bo pieniądze nie są najwazniejsze" i inne tego typu argumenty.Ogólnie praca fizyczna jest passe.I młodzi są tutaj dla mnie żałośni po pójście do zawodówki czy zostanie elektrykiem to "fizyczna praca dla przygłupów i poniżej ich godności" a dymanie w KFC za najniższą i ścieranie na kolanach tłuszczu z podłogi jest "zdobywaniem doświadczenia i pracą w fajnej atmosferze"

.A już najbardziej żałośni są wtedy kiedy taki robotnik bierze za położenie płytek w łazience 4 tys.za 2 tygodnie pracy.Wtedy lecą teksy: "ten przygłup po zawodówce zarabia 3 razy więcej odemnie-to niesprawidliwe!".Oni uważają że bez studiów nie masz prawa dobrze zarabiać,np.ludzie wykształceni uważają że kasjerka w markecie powinna zarabiać jeszcze mniej niz zarabia w rzeczywistości :"powiedzmy 1000-1200 zł" (zarabiają w tej chwili 1700-2000).Jakiś czas temu miałem problem z gniazdkiem-jak wysadziło 3 razy korki to w końcu zadzwoniłem po elektryka.Zajeło mu to 10 minut i skasował 150 złotych.Tydzień temu nie mogłem poradzić sobie ze spłuczką w kiblu.Hydraulik za godzinę pracy wziął 200 zł.ALe ja nie mam problemu z tym że ten gość po zawodówce w godzinę zarobił tyle na ile ja muszę pracować 12.Widocznie ma jakieś szczególne umiejętności,jakąś szczególną wiedzę albo po prostu nic nie wie i nic nie umie ale takich jak on jest niewielu i dlatego to tyle kosztuje.
Jeżeli mam się uczyć,studiować i zarabiać mniej niż w tej chwili to ja dziękują za taką naukę i takie poszerzanie horyznotów.Zostanę przygłupem za kierownicą.