Jestem zayebisty, prze kvrwawybisty
Zgubiłem dziś na odcinku 200 metrów klucze z osobówki
Przyjechałem o 15stej do domu, dam se jaja uciąć u samego wora, że przyniosłem kluczyki do dom...
19sta, zbieram się po młodą do pracy i po zakupy i co, cały dam do góry nogami, wszędzie, NIE MA!!!!
Baba poobrażana, bo ja raz w miesiącu muszę coś zgubić, ostatnio klucze od śmietnika, ale znalazły się, z tymi kluczykami będzie gorzej....
Całą chatę obleciałem, nie ma ani tych, ani zapasówek, już mnie terpie, oczywiście ociu debil zostawił portwel i wszystko w aucie, bo tylko 3godziny i auto mam na oku, bo sobie pod oknem zaparkowałem....
Telefon na wichurę, matula dostała namiary gdzie leżały, ufff są, brachol przywiózł klucze, trolo zabrał do siebie, żeby żaden gnój w razie Wu nie zainteresował się autem...
Dostałem służbowego forda i tyle
Pewnie teraz pół nocy nie prześpię, będę trybił gdzie są klucze...
Jak właziłem po schodach mijałem się z sąsiadką, ale pewnie uczciwość ludzka nie pozwoliła jej mnie krzyknąć, od klatki do parkingu mam 20 metrów... FAK!!!!
Poczekam parę dni, może się kto zgłosi, mniej więcej ludzie nas tu kojarzą...
Jak nie, to w sobotę zmienię zamki w drzwiach i rozbiorę zamek w klapie, a tak się zawsze jarałem, że mi działa klapa, a innym nie
Choć myślę, czy stacyjkę też nie zmienić, szybę czasem szybciej wybić, jak auto otworzyć....
Czy ja zawsze muszę coś zgubić, jak nie kasa, to klucze, to dokumentów na spedycję zapomnę, to belka

to podpis, ehhhhhh...
Sobota 14-go, urwa mać FAK SZIT!!!!!!