Wybrałem się z małżowiną na taki spacer powiedzmy.
Dojazd średni, ale ona prowadzi to wie lepiej - a ja się nie znam.
Mowię: "Może ja wyjadę do asfaltu?"
Ona: "Nie, dam radę. Ja mam kluczyki i ja wyjadę"

Nie...
Ok. Dzwonimy po odsiecz. Bez wdawania się w szczegóły - po blue taxi.
Przyjechali kijanką. Kilometr do paska już abdykacja. Przyszli z buta, ale we trzech też nie wyrwiemy paszczaka z tej brei.
Wzięli małżowinę na pokład i pojechali do wsi szukać rolnika z rumakiem stalowym. Co tu dużo gadać. Szukali długo, aż znaleźli takiego, który dał radę sam mniej więcej buty zawiązać (drugi dzień świąt). Traktor u ojców, więc wsiada do kijanki i jadą w czworo po traktor. Matka widzi radiolkę i syna w środku - stan przedzawałowy

Ale przyjechał i sprawnie wytargał. W poszukiwaniu linki holowniczej znalazłem w bagażniku tamburyno. Autem od ponad miesiąca jeździ ona, nie ja...