Podwalinami większości opowieści parkingowych są prawdziwe wydarzenia. Jednak spotkania na granicach, parkingach, pauzach weekendowych powodują, że historie te co weekend przechodzą metamorfozę i wychodzą potem opowieści rodziny Garbseno.
Podobnie jak historia z blokowaniem ramp. A ja miałem okazję widzieć taką akcję na własne oczy. Za czasów prawofotelowca. Niemcy, Zagłębie. Magazyn jakiegoś mało mi znanego sklepu meblowego. Kolejka na rozładunek. Kilku Polaków a wśród nas rodak, który mieszkał i pracował u Włocha. W kolejce również byli Niemcy, których oczywiście z końca wybierali i rozładowywali. Wspomniany Polak/Włoch, najzwyczajniej się wk.rwił i podjechał pomiędzy 2 rampy. Czekał. Oczywiście był dym, bo kolejny Niemiec miał podjeżdżać na rozładunek a on blokuje rampy. Dodatkowo całą kłótnie potęgował fakt, że chłopak znał dobrze Niemiecki więc darł z nimi koty równo. Koniec końców hałas dotarł do samej góry czyli dyrektora czy tam prezesa. Zwał jak zwał. Okazało się, że sobie magazynierzy samowolkę robili o czym on nie wiedział. Nie dość, że chłopaka migusiem rozładowali to jeszcze, żadnej paczki nie dotknął. I momentalnie po kolei wszystkich brać zaczęli.
Cytuj:
A w biurze powiesiliby zdjęcie Twojego ciągnika z widocznymi numerami oraz Twoje zdjęcie z podpisem "Tego Pana ładujemy bez kolejki".
Może nie zdjęcie, widniało ale po kolei. Sytuacja bezpośrednio z pierwszej ręki bo z ręki mojego taty. Również Niemcy. Tradycyjnie sklep meblowy. Blisko centrum jakiegoś miasta. Magazyn przejazdowy z placem na kilka aut. Jednak miejsca na samochody zajmowały stare kontenery do rozładunku mebli. Tata był zmuszony stać na ulicy przez co komplikował przejazd, bo musieli go objeżdżać. Tata przypuszczał, że ktoś zadzwonił po policję a być może rutynowy patrol złożył mu wizytę. Ale do rzeczy. Problem. Pojazd blokuje ulicę, albo odjeżdża albo mandat. Tłumaczenia, że przyjechał z towarem nic nie pomogły. Zatem pokazał im, że jest miejsce tylko zastawione przez wózki i dostał zakaz wjazdu, żeby nie blokować im przejazdu przez plac. Poszedł tata z tym policjantem do biura i jak mówił, tak darł ryja ten policjant na tych biurowców, że wpuścili go do środka i stał. Po tygodniu czy dwóch, tata znów pojechał w to samo miejsce. Plac wysprzątany, linie narysowane no to myk wjeżdża i idzie do biura. Zanosi papiery i od razu pytanie czy wjechał czy stoi na placu. mówi, że stoi na placu. Od razu go poinformowano, że jakby stał na ulicy to ma bezpośrednio wjeżdżać i stać na placu. Ok. Wzięli go na rozładunek. Nad biurkiem przy rampie wielka tablica korkowa a na niej powiększona do sporych rozmiarów, gazeta i artykuł dotyczący właśnie tego incydentu w którym tata brał udział. Nie. Zdjęcia taty samochodu nie było.