Witam
Wczoraj - porażka. Miał być "piątunio": - 3 szybkie zrzutki stali i do domu
Po drugiej zrzutce wyciągnąłem się z zadupia na krajówkę i zostałem prawie na krzyżówce. Zablokowane hamulce naczepy. Okazało się, że cała wiązka przewodów (elektryka i powietrze) odpadła od ramy naczepy i kiedy byłem w pełnym skręcie złapała ją końcówka ramy ciągnika. Uwaliło wszystko, masakra. Ciągnik nie mój, brak szybkozłączek, sensownych narzędzi - porażka. Zawołałem pomocy przez CB, zatrzymał się przezajebisty kolega Skakanką, podarował szybkozłączki. Dzięki Ci Dobry człowieku.
Zrobiłem powietrze, o elektryce można było zapomnieć. Komenda z Bazy: jechać dalej, klient czeka

Pojechałem. Po 20 km, centralnie na rondzie - powtórka. Widocznie kiepsko podwiązałem. Momentalnie korek jak sk.... Ja cały mokry, pod naczepą, wszyscy kibicują, bo przecież piątek

Jakoś dałem radę jeszcze raz te złączki zreanimować i pojechałem. Przez miasto bez świateł i kierunków. Dumny jakoś z tego nie jestem.
Klient dostał swoją blachę, powrót 70 km jeszcze przez zmrokiem.
Miałem w piątki nie pić, ale....
P.S. Zastanawiałem się czy po serwis nie zadzwonić
