Hit sezonu. Kierowca wykonał usługę. Na załadunku był dzień przed terminem, na rozładunku 2 godziny przed terminem. Wszystko ok, papiery wysłane do spedycji bezpośrednio z miejsca rozładunku w Niemczech. Termin na zleceniu - 7 dni. Nie wyproszone, a z inicjatywy spedycji.
Zapłacone z ok. 14 dniowym opóźnieniem. Trudności z kontaktem, nie odbieranie telefonów przez właściciela (i tym samym spedytora zlecającego), jak i przez księgowość (jak się okazuje, wspólniczka właściciela).
Z wielkiej łaski zapłacone.
Nie ma co się rozczulać nad partaczami, poszła ocena neutralna na Transie. Rezultat?
Zwrotka, a jakże inaczej, również neutralna. "Usługa ok, ale bez rewelacji. Załatwione standardowo. Dobrze wykonana usługa.". Rzeczywiście argumentacja pasująca do oceny

Po tym wszystkim dyskusja przez komunikator (zainicjowana przez Pana Spedytora) na dobre pół godziny, obrażanie mojej osoby, wsiadanie na rodzinę etc. (chociaż w ostatniej odpowiedzi sam się nie popisałem, ale tutaj poniosły już nerwy).
Nie żeby mnie coś bolało, mamy "wylane" na te oceny, chociaż bądź co bądź - kontrahenci na to patrzą, więc taki rodzynek z pośród kilku pozytywów kłuje w oczy. Szczególnie, kiedy jest niesłusznie wystawiony. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że z polskimi spedycjami nie ma sensu współpracować. Przynajmniej z typowymi "prywaciarzami" nastawionymi na dorobek.
Ehh trzeba zapodać jakieś procenty, bo się ręce trzynsą
