Pozdrawiam puszkarza z Iveco na WSC. Doszedłem do jego kabiny i nagle zero progresu w wyprzedzaniu. Tak chwilę poczekałem i obserwowałem, czy się kapnie, że jestem obok niego i co zrobi. Nie zrobił kompletnie nic, dopóki nie zatrąbiłem ("delikatnie", nie chamsko), a kiedy już byliśmy na równi, to nawet nie miał odwagi spojrzeć, tylko lizał gruchę do kolegi za sobą. Piertolony traktorzysta, zero myślenia. Oczywiście, jak dał mi się schować, to mi siedział na zderzaku, a jak. Szkoda, że policaje nie widziały, choć na A24 ich sporo zawsze.
Zrobiłem kupę w majtki. W Niemczech, na rozładunku okazało się, że w Austrii nie załadowali mi jednej palety, a jedną dali wybrakowaną. Załadunek poszedł tak gładko, że jakoś umknęło mi końcowe rzucenie okiem na towar i policzenie. A później lypa i dziesiątki telefonów. Dobrze, że Niemce były te "lepsze" - okolice Karlsruhe - i sprawę po prostu wyjaśniali z firmą, gdzie ładowałem. W DDRach pewnie by mnie powiesili, wykastrowali i kazali kochać się z Niemkami.
